Polska energetyka to skansen i dom seniora. Energia będzie drożeć, nawet bez ochrony klimatu. Oszczędzanie energii może nam zapewnić miękkie lądowanie.“Prąd będzie droższy”, martwią się ci, którym nie w smak ochrona klimatu. Zapominają jednak, że jest kilka innych przyczyn, dla których ceny wzrosną.

1) Na dzień dzisiejszy państwo roztacza nad Kowalskim płaszcz ochronny – reguluje ceny prądu dla odbiorców indywidualnych. Tylko kwestią czasu jest, kiedy ceny zostaną uwolnione i zaczną odzwierciedlać rzeczywiste koszty producentów energii. Prąd podrożeje, i to mimo ochrony klimatu.

2) Polska elektroenergetyka musi wyłożyć na inwestycje aż 100 mld euro. Czemu tak dużo? – spytamy.

Bo i tak potrzebuje gwałtownej kuracji odmładzającej. 40% naszych bloków energetycznych ma więcej, niż 40 lat. To skansen i dom energetycznego seniora!

Bo sypią się sieci przesyłowe, bez których nie pomogą nam ani wiatraki, ani kosztowny atom.

I również, ale w mniejszym stopniu, bo trzeba będzie płacić za emisje.

Tak potężne inwestycje odbiją się w cenie prądu. Głównym winowajcą jest tu jednak czas, który sprawia, że elektrownie się starzeją, dekapitalizują, wołają o emeryturę i zastępstwo.

No dobrze, ale po co nam te wszystkie wiatraki? Bo co biogazownie?

Oczekuje się, że w dłuższej perspektywie oparcie energetyki na źródłach odnawialnych może ustabilizować i obniżyć ceny energii. Dlaczego?

Koszty energii przynajmniej niektórych źródeł odnawialnych będą spadać, z uwagi na postęp technologiczny i krzywe uczenia się (mechanizm, gdzie koszty wytworzenia danego produktu maleją wraz z dojrzewaniem technologii i zwiększaniem produkcji). Tymczasem koszty energii z paliw kopalnych będą rosnąć. Po pierwsze dlatego, że rosnąć będą koszty emisji CO2 (w postaci podatku emisyjnego lub cen za CO2 na rynku handlu emisjami). Po drugie dlatego, że wyczerpuje się ropa, a kiedy głodni energii przerzucimy się na gaz – szybko wyczerpie się i gaz. To prawda, niestabilność produkcji prądu z wiatru też ma swoje koszty. Inteligentni Duńczycy poradzili sobie z tym problemem – kiedy wieje, sprzedają nadmiar energii Norwegom, a kiedy nie wieje – od Norwegów kupują. Opłaca się. Dania eksportuje więcej energii, niż sprowadza.

W niektórych częściach globu, energia z wiatru już jest tańsza, niż energia z gazu. W oczach tanieje energia słoneczna. Może stać się tańsza, niż gaz, a nawet węgiel, już w roku 2020.

Wiele zależy od sytuacji na rynku ropy i gazu oraz od cen za emisje. Tymczasem obserwacja naszego własnego energetycznego podwórka wskazuje, że rosną ceny budowy nowych bloków energetycznych na węgiel (o bardzo drogim atomie nie wspominając). W przyszłości dojdzie koszt wychwytu i składowania dwutlenku węgla z takich elektrowni. Tymczasem energetyka wiatrowa tanieje.

Chronić klimat, nie chronić?

Pamiętajmy o tzw. kosztach unikniętych (czyli takich, których nie poniesiemy, jeżeli nie spalimy ropy i gazu – to m.in. zmiany klimatu i choroby cywilizacyjne). I o tym, że niektóre proklimatyczne inwestycje (ocieplenie domów, zakup sprzętu energooszczędnego, czy termostaty) pozwalają oszczędzać energię.

Dodajmy te radosne oszczędności do naszego rachunku i wybór staje się prosty. Chronić.

To wybór czołowych światowych ośrodków akademickich i analitycznych. Chcemy, czy nie, stoimy u progu rewolucji technologicznej. Wygrani będą ci, którzy pierwsi pochwycą niskoemisyjne szanse (o czym pisałam tutaj).

Zdjęcie: tą monetę pamięta większość naszych bloków energetycznych. Źródło: wikimedia.