Mamy tanie i proste technologie, które pozwolą nam szybko ograniczyć część emisji. To co dziś drogie i trudne, jutro będzie w naszym zasięgu. Po to są innowacje. Niektórzy mówią: teraz jest przecież strasznie drogo, poczekajmy kilka lat, aż niskoemisyjne technologie potanieją.

To prawda, na gwałt potrzebujemy innowacji i technologii przyszłości. W scenariuszach rozwoju gospodarki niskoemisyjnej McKinsey’a (dla świata i oddzielnie dla Polski) mamy kilka technologii wymagających dalszych prac, znajdujących się na początku swoich krzywych uczenia się.

To nader kontrowersyjny wychwyt i składowanie dwutlenku węgla (CCS), który będzie trwale drogi.

To również energetyka słoneczna, samochody hybrydowe czy elektryczne, które wyraźnie potanieją.

low-tech, nie wymagające zakupu drogich patentów (np. ocieplenie budynków), lub medium-tech, jak choćby rozpowszechnienie wysokosprawnych silników diesla, czy najnowszej generacji turbin wiatrowych.

Co ważne, tempo innowacyjności zależy od zachęt rządowych i potencjału rynkowego dla niskoemisyjnych technologii. Bez dobrej polityki klimatycznej rynek tych technologii będzie nieduży i obciążony niepewnością. Nie będzie zachęt do odważnego inwestowania w innowacje. Jasne, możliwe do wyegzekwowania cele redukcyjne, globalne standardy ochrony klimatu i spójne ramy prawne przyczynią się do rozkwitu rynku niskoemisyjnych technologii, przyciągną talenty i ograniczą ryzyko inwestycyjne. W rezultacie rozwój innowacji ulegnie przyspieszeniu.

Wzrosną szansę na to, że ten trudny okres przejściowy między gospodarką opartą na węglu i ropie, a „czystą gospodarką”, nie będzie tak bolesny.

Na pierwszym zdjęciu: prototypowy system solarny SAIC z silnikiem Stirlinga zainstalowanym w miejscu skupiania promieniowania słonecznego. Lokalizacja: Rocky Flats Test Site (USA). Fot: wikimedia