Czy wiecie, że odpady odpowiadają aż za 3% unijnych emisji? I że premier właśnie odrzucił projekt wycofania z handlu bezpłatnych toreb foliowych? Podobno pochyla się nad naszymi potrzebami…25 sierpnia rząd miał zająć się przedłożonym przez Ministerstwo Środowiska projektem wprowadzenia opłat za torby foliowe. Nie udało się.

Dlaczego?

Jak uzasadnił to premier Donald Tusk “bezpośrednim skutkiem tej ustawy byłby najprawdopodobniej wzrost cen produktów w sklepach i rozwój biurokracji. (…) Chcemy uniknąć działań na rzecz środowiska, które obciążają finansowo zwykłych obywateli a także przedsiębiorców”.

To oczywiście prawda – opłata 40 groszy za torebkę foliową to biorąc pod uwagę ich zużywaną ilość to całkiem poważna kwota – w samej Warszawie zużywa się około 2 milionów toreb dziennie, co oznaczałoby codzienne wyprowadzenie z kieszeni warszawiaków blisko 1 miliona złotych. Na jedną osobę daje to 150 złotych rocznie!

Owszem, mamy problem z foliówkami. Niejeden zresztą.

Codziennie na świecie wyrzuca się ich kilka miliardów. Masowo giną przez nie ryby i żółwie morskie, zaplątując się w nie i połykając je. Na środku Pacyfiku pływa licząca ponad milion kilometrów kwadratowych warstwa śmieci [http://en.wikipedia.org/wiki/Great_Pacific_Garbage_Patch]. Produkty rozkładu foliówek mogą być toksyczne.

Torby foliowe nie są jednak największym zagrożeniem dla środowiska. Mamy ich mnóstwo – znacznie poważniejszych: zrzucane do rzek nieoczyszczane ścieki, smog pokrywający całe kraje, toksyczne nierozkładalne lecz biologicznie czynne wybitnie niebezpieczne związki chemiczne, powodujące zmiany klimaty emisje dwutlenku węgla czy niepokojąco szybkie wyczerpywanie zasobów nieodnawialnych. Torby foliowe to malutki wycineczek problemu…

Z niektórymi z wymienionych problemów jakoś sobie u nas w Europie radzimy – i nie mówię tu o wyniesieniu najbrudniejszej produkcji i związanych z tym problemów do Chin.

Budujemy oczyszczalnie ścieków, zakładamy na kominach filtry i instalujemy w samochodach katalizatory – mamy dzięki temu czystszą wodę i powietrze.

Zwróćmy teraz uwagę na słowa premiera: “Chcemy uniknąć działań na rzecz środowiska, które obciążają finansowo zwykłych obywateli a także przedsiębiorców”.

I pomyślmy: czy oczyszczalnie ścieków, filtry na kominach i katalizatory nie podnoszą aby czasem cen..? Kosztują, i to dużo.

Zgodnie z logiką premiera nie powinniśmy tego robić!

Przecież jeśli nie będziemy budować oczyszczalni i każda fabryka będzie mogła wpuszczać ścieki do rzeki, to będzie produkować taniej. Jeśli na kominach elektrowni nie będzie kosztownych filtrów tlenków siarki i azotu, to prąd będzie tańszy. Dopóki trucie i wyrzucanie odpadów nie kosztowało, wszyscy truli i wyrzucali odpady – również w Europie i USA – ale było taniej…

Kto za to płaci? Kiedy wyrzucamy te chemiczne śmieci i je spalamy, chemikalia trafiają do atmosfery, a potem do roślin, zwierząt i nas samych. Ale przynajmniej jest tanio, nie? Koszty są eksternalizowane, udajemy, że ich nie ma. W 2005 roku Chiny udostępniły zestawienie rozwoju gospodarczego przygotowane w oparciu o standardy europejskie, uwzględniające koszty degradacji środowiska. Z raportu wynikało, że wiele chińskich prowincji ma zerowy lub nawet ujemny wskaźnik tak liczonego wzrostu gospodarczego [http://articles.moneycentral.msn.com/Investing/JubaksJournal/HowLongCanChinaPolluteForFree.aspx?GT1=9114] . Nigdy więcej takie zestawienie nie zostało już przygotowane…

Każdemu z osobna opłaca się “robić sobie dobrze” i przerzucać problemy na ogół. To właśnie wycenienie i nałożenie na winowajców wcześniej eksternalizowanych kosztów prowadzi do zmiany postaw.

W 2002 roku w Irlandii wprowadzono opłatę 14 eurocentów od torby foliowej. I stał się cud – zużycie foliówek spadło kilkunastokrotnie. Bo przecież dlaczego bierzemy codziennie nowe foliówki, wyrzucamy je, a następnego dnia bierzemy nowe? Dlaczego nie wykorzystujemy toreb wielokrotnie? Bo są bez wartości. My też – podobnie jak w Irlandii – moglibyśmy zmniejszyć zużycie toreb kilkunastokrotnie – czyli po prostu wykorzystać jedną torebkę kilkanaście razy. A wtedy z tych 150 złotych rocznie robi się 10 złotych, lub inaczej 2-3 grosze dziennie.

I nie chodzi tylko o zmniejszenie presji na środowisko i zużycie zasobów. To także kwestia budowania świadomości.

Foliówka służy nam przez kilka minut, a rozkłada się przez kilka wieków. Codziennie bierzemy nowe i wyrzucamy. To kwintesencja naszego podejścia do zasobów i środowiska – w świecie, gdzie jest coraz więcej ludzi, każdy z nich chce żyć jak Amerykanin, a dobrobyt oparliśmy o zasoby nieodnawialne, podejście to stanowi zagrożenie dla nas, naszych dzieci i całej biosfery. A rynkowa wycena eksternalizacji jest najprostszym sposobem na relatywnie bezbolesne rozwiązanie problemów.