Jednym z ciekawszych elementów zmian w systemie elektroenergetycznym jest możliwość wprowadzania zmiennych taryf, których celem jest zapobieganie przeciążeniom sieci. Dotychczasowe taryfy: stała G11 i zmienna G12 (weekendowa lub z podziałem na godziny), to dopiero wstęp do zróżnicowanych taryf.

 

Po co nam te taryfy

Poniższy wykres przedstawia dobowe zapotrzebowanie mocy z poniedziałku, 15 grudnia 2014 r.

poniedziałek 15 grudnia 2014

Zacznijmy od tego, co oczywiste. Elektrownie nigdy nie mają przerwy. Każdego dnia i nocy pracują na wysokich obrotach. Zaś zużycie energii przez odbiorców jest bardzo różne w ciągu doby. Powstają dwa pytania:

  • co zrobić z wypodukowaną energią kiedy nie ma na nią popytu?
  • skąd wziąć energię kiedy zapotrzebowanie jest w szczycie?

Zróżnicowanie taryf za energię miało zapobiegać awariom wynikającym z przeciążenia sieci (wpływając na zachowania odbiorców), a także obniżyć wahania mocy w elektrowniach (co zmniejsza straty w całym systemie). Czy dostępne taryfy pozwalają uniknąć spadków i szczytów poboru mocy? Czy odpowiadają na oczekiwania konsumentów? Na to pytanie każdy może sam odpowiedzieć spoglądając jeszcze raz na powyższy wykres, a także zastanawiając się nad własnymi praktykami w konsumpcji energii i tym, czy mają one związek z taryfami.

Dlaczego potrzebujemy bardziej zróżnicowanych taryf

Oszczędność na taryfie G12 jest zbyt mała, żeby motywować do zmian nawyków konsumenckich. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy tak bardzo cenimy sobie wolność. Spontanicznie planujemy wolne chwile, a możliwości jest tyle, że trudno dopasować swoje życie do taryfy energetycznej. Przede wszystkim zaś, Polacy w dużej większości nie wiedzą ile płacą za prąd w skali roku. Rachunki są nieczytelne. Na liczniki nikt prócz inkasenta nie patrzy. A możliwość stałego dostępu klienta do aktualnej wysokości rachunku, na przykład dzięki panelowi internetowemu lub aplikacji na telefon, jeszcze raczkuje. To wszystko będzie się zmieniać.

Kreowanie popytu wrażliwego cenowo

Teraz trochę o przyszłości. Rozwój inteligentnych sieci energetycznych jest mocno powiązany z tzw. programami reakcji strony popytowej (z ang. demand response). W skrócie reakcja strony popytowej polega na zmianie zachowań konsumentów energii elektrycznej w celu zmniejszenia rachunków. Takie zachowania są mobilizowane przez dostawcę energii, któremu zależy na równomiernym obciążeniu sieci lub zmniejszeniu popytu. W tym celu narzuca on konsumentom system zachęt i sankcji finansowych, aby wymusić na nich bardziej aktywną postawę.

Wspomniane zachęty i sankcje to na przykład dynamiczne taryfy, które mogą zmieniać się w czasie rzeczywistym w zależności od szczytu i doliny obciążenia sieci. W szczycie kiedy cena jest wysoka, wyłączamy największe odbiorniki, a kiedy cena spada nastawiamy pranie czy zmywarkę. To jest właśnie kreowanie popytu wrażliwego cenowo. Odbiorca energii musi mieć możliwość stałego podglądu taryf tak, aby w każdej chwili mógł zdecydować o użyciu prądu w domu. Tutaj wkraczają inteligentne sieci energetyczne, które gwarantują dwustronną wymianę informacji.

Tak wygląda to w uproszczeniu. Ale programy reakcji strony popytowej mogą przybierać różne formy:

  • powiadomienia – konsument jest nagradzany lub „karany“ w zależności od ilości zużywanej energii,
  • bezpośrednie sterowanie odbiorem – konsument jest nagradzany za upoważnienie administratora sieci do sterowania użyciem prądu w swoim domu, a więc to administrator decyduje kiedy włączyć lub wyłączyć przepływ energii do odbiorników,
  • ceny – konsument decyduje o użyciu prądu na podstawie zmieniającej się taryfy.

Wprowadzenie takich programów wiąże się z koniecznością przeprowadzenia szczegółowych analiz oraz zinformatyzowania sieci dla zapewnienia dobrej komunikacji między dostawcą i odbiorcą energii. Zaprojektowanie programów zaczyna się od prognozy redukcji popytu. Pełna prognoza musi brać pod uwagę czynniki pogodowe, charakter grupy odbiorców (czy są to osoby, które mają możliwość wprowadzenia znaczących zmian w użyciu energii), chwilowe skoki popytu zaraz po zakończeniu okresu z niekorzystną taryfą itp.

Nowoczesny konsument może przyjąć aktywną rolę nawet jeśli nie jest prosumentem. Może on swoimi nawykami, a także elastyczną postawą, wpływać na lepszą i bezpieczniejszą eksploatację całego systemu energetycznego. Służy to oszczędnościom finansowym po obu stronach (dostawcy i odbiorcy). Konsumpcja energii może dzięki takim systemom stać się czymś w rodzaju konkurencji. A oszczędności, podglądane na żywo, będą wydarzeniem, którym będziemy się chwalić na portalach społecznościowych.

Opisane systemy przewidują też korzyści dla prosumentów. Oprócz zmiennych cen dla zużycia energii, dostawcy mogą wprowadzać dynamiczne taryfy dla sprzedaży energii do sieci. W momencie zwiększonego zapotrzebowania na energię w systemie, prosument byłby informowany o korzystnych cenach odsprzedaży. Dzięki temu system nie ulega przeciążeniom, a prosumenci zarabiają. Byłaby to z pewnością dodatkowa zachęta do instalacji mikroźródeł energii.

Czy da się zarobić na kiepskim prądzie?

Na koniec ciekawostka i rozwianie mitu na temat reklamacji związanej z jakością energii. Zastanawialiście się kiedyś jakiej jakości prąd kupujecie? Prąd to produkt, jeden z wielu na rynku, i tak powinniśmy o nim myśleć, jednak czy to takie proste?

Tak jak najtańszy biały chleb z konserwantami nie jest najzdrowszym pożywieniem, tak energia elektryczna niskiej jakości może uszkodzić domowe sprzęty. Podstawowym parametrem, definiującym jej jakość, jest napięcie zasilające i ciągłość zasilania. Napięcie powinno wynosić 230V±10%, w praktyce jednak rzadko się to zdarza. Okazuje się niestety, że bardzo ważne w kwestii chleba jest też to, jak go kroimy. Sprawa nie jest tak prosta, bo jakość energii elektrycznej w naszych domach zależy także od instalacji elektrycznej oraz sprzętów, jakich używamy. Nie jest zatem w 100% zależna od dostawcy.

W gospodarstwach domowych używa się bardzo różnych, mniej i bardziej skomplikowanych sprzętów. Wiele z nich oddziałuje negatywnie z systemem elektroenergetycznym. Są to tzw. odbiorniki nieliniowe, czyli urządzenia, które pobierają energię skokami, bo tak są zaprojektowane. Ale także urządzenia z regulacją poboru prądu, na przykład duże grzejniki z regulacją temperatury. Mowa tu o większości urządzeń gospodarstwa domowego, takich jak nowoczesne telewizory, żarówki energooszczędne, ładowarki do telefonów komórkowych, komputery, zasilacze. Działają one wykorzystując różne napięcie. Można rozwiązać ten problem kontrolerami poboru prądu, jednak założenie ich na każdym odbiorniku nieliniowym jest nieopłacalne. Sam dodatkowy sprzęt to koszt, a trzeba jeszcze dodać koszt energii zużywanej na pracę kontrolera.

Odpowiadając na pytanie z początku akapitu: „czy da się zarobić na kiepskim prądzie?“, raczej nie. Zarówno dostawcy, jak i odbiorcy mają wpływ na jakość prądu. Jedni i drudzy nie wywiązują się z umowy. Tracą wszyscy, jednak odbiorcy dwa razy. Skoki napięcia nie są dobre ani dla sprzętów domowych, ani dla sieci w całości. Za sieć odpowiada dostawca, ale to my ją de facto utrzymujemy. Koszty utrzymania i przesyłu energii elektrycznej zawsze w końcu uderzają po kieszeni konsumentów.

 

 

———————————-

Artykuł powstał na podstawie źródeł:

http://www.cire.pl/pliki/2/kompaktowe_codalej.pdf

– Marta R. Jabłońska, Aktualne trendy w badaniach nad reakcją strony popytowej (demand resnpose) oraz możliwości ich implementacji w warunkach krajowych, Lublin, 2011

http://www.piio.pl/bszpre_produkty.php