Jak zarządzać kipiącą ludzką masą, która żąda dostępu do świeżej, wiarygodnej informacji politycznej? Dawniej wystarczyło odczytać na rozdrożu królewskie obwieszczenie, a teraz trzeba się przed rozgorączkowanym społeczeństwem spowiadać się z każdego działania. Oto świat. Stał się ostatnio niebezpiecznie mały. Politycy czescy spowiadają się ze swoich działań przed Mikronezyjczykami. Premier Tusk próbuje „osłonić” polskie społeczeństwo przed ambitną polityką unijną w zakresie klimatu. A gdyby tak zadał sobie trud, by społeczeństwu uczciwie wytłumaczyć, jakie szanse i zagrożenia się z nią wiążą? Pewnie nie musiałby wracać z Brukseli zawsze z tym samym, sarmackim hasłem na ustach „wyrwaliśmy Unii ustępstwo, nasza gospodarka, dziś i na zawsze oparta na węglu, nie dozna krzywdy”.

W tle mamy interesy lobby węglowego, naftowego, wiatrowego, jądrowego. Tymczasem interes społeczny nie ma tam silnej reprezentacji. Nie jest blisko ucha Pana Premiera.

My obywatele, niebożęta, pływamy w informacyjnej magmie, wysłuchując w mediach odezw, apeli, gróźb poszczególnych grup interesu, nie widząc pełnego obrazu sytuacji, nie widząc, dokąd prowadzą poszczególne ścieżki. Atom, czy źródła odnawialne? Węgiel z wychwytem i pakowaniem CO2 do dziury w ziemi, czy może efektywność energetyczna?

A skąd mamy wiedzieć, skoro rząd nie zlecił żadnych solidnych analiz porównawczych? A po co? Skoro ich nie ma, to można podjąć każdą decyzję i trudno społeczeństwu będzie zawołać: „Sprawdzam!”.

W erze Internetu społeczeństwo jednak chce sprawdzać. Nie wystarczy odczytać królewskiego dekretu (np. promować program atomowy bez rzetelnych analiz kosztowych).

Zmiany klimatu to nie kaszka z ptasim mleczkiem. To nowe wyzwanie, a do nowego wyzwania trzeba się przyłożyć, zaadaptować, albo zginąć.

Tak jak niegdyś Chińczyków, artystów walki wręcz, położyły brytyjskie kule, tak i teraz stoimy wobec nowego zagrożenia, które wymaga od nas użycia innej broni. Nowego rozumienia rozwoju, bezpieczeństwa energetyczno-klimatycznego, stabilności gospodarki.

I zrozumienia, że dziś nie wystarczy zarządzać swoim plemieniem, by umieć zarządzać światem. A tego wymaga się od premiera Tuska, kiedy jedzie na konferencje klimatyczne pod egidą ONZ. By umiał, wespół z przywódcami 131 innych krajów, zarządzać światem. By rozumiał naszą globalną odpowiedzialność wobec tych, którzy trują mniej. I żądał tej odpowiedzialności od tych, którzy trują od nas więcej.

Fot: flickr.