Jak kobiety z plemienia kichwas stawiły czoła spółkom naftowym. Tankujemy benzynę na spokojnych stacjach. Raczej nie chcemy wiedzieć (a ci co wiedzą, nie chcą pamiętać), jaki koszt środowiskowy i społeczny wiąże się z wydobyciem ropy naftowej w Nigerii czy dorzeczu Amazonki. Łamanie praw człowieka, zanieczyszczenie rzek, powietrza i gleby to koszt, który ponoszą odlegli, anonimowi mieszkańcy terenów roponośnych. Na szczęście nie my.

Problem jest niebagatelny. I jest sprawą płci. Kobiety silniej ulegają skażeniu ropą. Są w stałym kontakcie z wodą – piorą, przygotowują posiłki, myją dzieci. W Ekwadorze zapadalność na raka jest 3 razy wyższa na terenach wydobycia, niż średnia krajowa, Chorują głównie kobiety.

Mężczyźni odchodzą do pracy przy wydobyciu. W Ekwadorze na obszarach wydobycia 65 % matek jest samotnych.

Dolores Cacuango, Ekwador
>

Mogą sobie szukać nowych żon … ale gdzie indziej.

Kobiety kichwas ze wspólnoty Sarayacu w Ekwadorze (Amazonia) miały dość. Zapowiedziały mężczyznom, że jeżeli pozwolą na ich teren wkroczyć przedsiębiorstwom naftowym, mogą sobie szukać nowych żon…ale gdzie indziej. Nie pozwoliły, jak to określiły, by ich synowie stali się niewolnikami wielkich spółek naftowych.

Chipko, który w hindi oznacza “uścisk”.


Pierwsze zdjęcie: Indianka na rynku w Otavalo (Ekwador). Fot: flickr