Dla społeczności, które zetknęły się z działalnością poszukiwawczą i wydobywczą w swoim najbliższym sąsiedztwie, gaz łupkowy z dnia na dzień stał się istotnym tematem. Historia protestu w Żurawlowie, a także przypadki oporu stawianego w innych miejscach na świecie pokazują, że łupki potrafiły wywrócić życie do góry nogami.

Ogrom nieprzyjemności, jakich doświadczyły osoby przeciwstawiające się decyzjom podjętym bez ich zgody, miał swoje źródło w bezkrytycznej wierze w to, że gaz łupkowy niesie za sobą jedynie korzystne, rewolucyjne zmiany. Głos społeczności został poświęcony w imię zysków i korzyści – indywidualnych, lokalnych, państwowych, korporacyjnych i globalnych.

Łupki to rzeczywiście „gorący” temat w wymiarze gospodarczym oraz politycznym. Dlatego przyjęcie tej perspektywy może pozwolić lepiej zrozumieć, jakie lokalne i globalne siły napędzają branżę, a także co wywołało szał poszukiwań, a następnie wycofanie się firm wydobywczych z Polski.

Poszukiwania rozpoczęły się przed 2010 rokiem, jednak większość społeczeństwa po raz pierwszy usłyszała o łupkach zapewne w kwietniu 2011 roku, gdy polskie media podbiła wiadomość: siedzimy na ogromnych złożach gazu. Na tyle wielkich, że wystarczy na 300 lat, a porównywanie pod tym względem naszego kraju z Kuwejtem czy Norwegią wcale nie jest przesadą.[1]

We wrześniu 2011 roku, podczas kampanii przed wyborami do parlamentu, ówczesny premier Donald Tusk gościł w Lubocinie k. Wejherowa, gdzie należąca do skarbu państwa spółka Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) potwierdziła obecność gazu. Występujący przed kamerami premier miał już wszystko obmyślone: wpływy ze sprzedaży gazu mądrze wykorzystamy. Z jednej strony pozwolą na podniesienie bieżących wydatków budżetowych i poprawią jakość życia Polek i Polaków. Z drugiej – wzorem Norwegów – zasilą państwowy fundusz inwestycyjny, który powstanie po to, by kapitał pracował i w przyszłości zapewnił wysokie emerytury. Poza tym oczywiście spadną ceny gazu, no i wreszcie uniezależnimy się od dostaw z Rosji. Same korzyści w sferze gospodarki i polityki.[2]

Rewolucja miała być tuż-tuż. W Lubocinie Donald Tusk zapowiedział wprawdzie, że do wydobycia gazu na skalę komercyjną potrzeba jeszcze trochę pracy, ale zaznaczył, że nie na efekty nie powinniśmy czekać dłużej niż do 2014 roku. Należy przyznać, że rzeczywiście istniały wtedy dwie istotne przesłanki, by ten nakreślony przez premiera scenariusz brać na poważnie. Były to szacunki amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) dotyczące znajdujących się na terytorium Polski możliwych do wydobycia zasobów gazu oraz doniesienia z USA, gdzie gaz i ropa łupkowa diametralnie odmieniły rynek energii i pobudziły gospodarkę.

Podane przez EIA dane wskazywały na to, że złoża łupków w Polsce są jednymi z największych w Europie i mogą zapewnić nawet 5,3 bln metrów sześciennych gazu, co przy krajowym zużyciu na poziomie 14,5 mld metrów sześciennych rocznie wystarczyłoby na wspomniane już 300 lat. Gaz miał znajdować się w formacjach z okresu dolnego paleozoiku, rozciągających się w pasie od Pomorza przez Mazowsze aż po Zamojszczyznę.

W momencie, gdy w Polsce opinia publiczna dopiero zaczynała interesować się tematem gazu z łupków, w USA rewolucję można było dostrzec na własne oczy. W stanie Teksas, Pensylwania czy Dakota Północna rosły kolejne, liczone już w tysiącach wieże wiertnicze, a wydobycie gazu i ropy łupkowej pozwoliło zmniejszyć import surowców. Spadające ceny gazu sprawiły, że branże zużywające dużo energii obniżyły koszty działalności, skorzystali na tym też zwykli Amerykanie. W rejonach, gdzie trwała łupkowa gorączka, firmy wydobywcze oraz ich usługodawcy z miejsca stali się dużymi pracodawcami, na boomie korzystali również właściciele działek, na których firmy zdecydowały się wiercić.[3]

Szacunki EIA oraz doniesienia o amerykańskim „success story” rozbudziły nadzieje w Polsce i sprawiały, że projekt łupkowy zaczęto traktować jako priorytetowy.  Nie było wątpliwości, że tę szansę należy wykorzystać. Co do tego zgadzali się politycy największych partii, budując tym samym nieczęsto spotykaną zgodę ponad podziałami. Wprawdzie występowały pewne różnice zdań dotyczące sposobu, w jaki państwo mogłoby wesprzeć ten projekt, jednak nie powinny one zakłócać ogólnego nastroju z tamtych dni – łupki trzeba jak najszybciej kruszyć i rozpocząć wydobycie gazu. Aby zyskać na czasie, zapewne wielu chętnie w całości skopiowałoby rozwiązania z USA, jednak na przeszkodzie stanęły istotne uwarunkowania lokalne.

Po pierwsze, polska branża wydobywcza nie była technologicznie ani kadrowo przygotowana, nie dysponowała też kapitałem niezbędnym do pokrycia kosztów takiej działalności. Wobec tego naturalnym stało się poszukiwanie chętnych, którzy, w zamian za przyszłe zyski z wydobycia, z własnych środków pokryją koszty poszukiwań i podzielą się know-how. Pomysł oddania polskich łupków zagranicznemu kapitałowi nie wszystkim się podobał, z krytyką spotkało się też ustalenie niskich opłat koncesyjnych, jednak wydaje się, że rzeczywiście nie było innej możliwości.

Po drugie, w przeciwieństwie do USA, w Polsce to państwo, a nie właściciel gruntu, decyduje o wydobywanych spod ziemi kopalinach. To państwo, a nie rządy stanowe, decyduje o skali opodatkowania takiej działalności, a więc to na szczeblu centralnym należy szukać zrozumienia i zachęt inwestycyjnych. Po trzecie, znajdujące się głębiej i zbudowane inaczej niż w USA formacje skalne, w których uwięziony jest gaz, wymagają dostosowania technik wydobycia. Jest to kluczowe dla powodzenia przedsięwzięcia, a służące temu prace trwają nawet kilka lat. Po czwarte, wyższa niż w USA gęstość zaludnienia i świadomość środowiskowa Polaków mogły sprawić, że gaz łupkowy napotka na opór ze strony zaniepokojonego społeczeństwa.

Projekt łupkowy wystartował, a do marzeń o korzyściach w skali makro dołączyły też atrakcyjne perspektywy dla regionów, gdzie będą prowadzone prace. Udział w przychodach z opodatkowania wydobycia, podatki i opłaty lokalne, wzrost zatrudnienia, większe obroty poddostawców i lokalnych biznesów, a do tego sponsoring lub pomoc materialna w ramach społecznej odpowiedzialności firm wydobywczych – to wszystko razem miało gwarantować, że dzięki łupkom w wielu miejscach w Polsce mieszkańcy doświadczą dynamicznego rozwoju społeczno-gospodarczego.

W 2012 roku nadszedł szczyt zainteresowania polskimi łupkami. W rękach inwestorów było wtedy 113 koncesji obejmujących obszar zbliżony wielkością do 1/3 powierzchni kraju. Przez ogromne połacie ziemi przetoczyły się pojazdy prowadzące wstępne badania sejsmiczne, szybko rozpoczęły też się kolejne odwierty. W sumie przez cały rok wykonano ich 24 – dwa razy więcej niż w 2011.

Wobec pojawiających się doniesień o niedogodnościach, jakich doświadczają mieszkańcy (m.in. rozjechane przez ciężki sprzęt pola, wzmożony ruch samochodowy, hałas) oraz docierających do społeczności lokalnych informacji o zagrożeniach związanych z wierceniem w łupkach, administracja i przedstawiciele branży postanowili ratować sytuację. Organizowano konferencje i seminaria, jednak o komunikację z mieszkańcami, szczególnie tymi, którzy mają wątpliwości lub otwarcie sprzeciwiają się działalności wydobywczej, nie zadbano. Występowano z pozycji wszechwiedzącej władzy i wykazywano się arogancją, uważając, że obietnica nowego chodnika lub okien w gminnej szkole wystarczą, by zmienić opinie społeczności.

Mimo pierwszych, umiarkowanie optymistycznych komunikatów, firmy zaczęły się wycofywać. Po wyjściu ExxonMobil już w 2012 roku, Talisman i Marathon Oil w 2013 oraz Eni w 2014, w 2015 roku z poszukiwań w Polsce zrezygnowały Chevron i Lane Energy. Największymi podmiotami pozostały BNK, San Leon oraz trzy spółki skarbu państwa – PGNiG, Lotos i Orlen.

W sumie w ramach łupkowego epizodu wykonano w Polsce 72 odwierty, w tym 29 z użyciem kontrowersyjnej i potencjalnie szkodliwej dla środowiska techniki szczelinowania hydraulicznego. Na początku 2016 roku wciąż obowiązują 32 koncesje i choć planowanych jest kilka odwiertów, to perspektyw na komercyjne wydobycie praktycznie nie ma.

Naturalne wydaje się więc pytanie: co się stało? Dlaczego szaleństwo łupkowe w Polsce odeszło w niepamięć równie szybko, jak się rozpoczęło? Obiegowe opinie układają się w cztery główne interpretacje:

ZANIEDBANIA POLSKIEJ ADMINISTRACJI

Część komentatorów wskazuje na winę rządu i administracji państwowej, zarzucając im, że niedostatecznie zadbały o stworzenie atrakcyjnych warunków dla inwestorów. Podkreśla się przede wszystkim niepewność wynikającą z zapowiadanych i odkładanych w czasie zmian przepisów dotyczących pozwoleń na działalność poszukiwawczą i wydobywczą, jak również mało zachęcający sposób opodatkowania przychodów ze sprzedaży gazu.[4][5]

Koncepcje zmian zapisów regulujących działalność wydobywczą rzeczywiście zmieniały się wraz z powoływaniem kolejnych osób na stanowiska Głównego Geologa Kraju i Ministra Środowiska. Nie było wiadomo, jak zostanie zaprojektowany proces przyznawania koncesji, jakie przepisy (np. środowiskowe) będą regulowały wydobycie, a przede wszystkim jak zostaną podzielone zyski. Dopiero w 2014 roku, gdy część inwestorów już opuściła Polskę, władze licząc na nagły zwrot akcji podały do wiadomości stawki i ustaliły, że podatki będą obowiązywać branżę łupkową dopiero od 2020 roku.

Zarzut niewystarczającego wsparcia branży przez administrację państwową może zdziwić tych, którzy w czasie łupkowego boomu śledzili to, jak instytucje dbały o przestrzeganie prawa oraz jak traktowały społeczności i organizacje chcące poznać szczegóły działalności na interesujących je terenach. Co więcej, branża łupkowa mogła przecież liczyć na wsparcie ze strony polityków i mediów, zaś współpraca między przedstawicielami firm a władzami lokalnymi zwykle układała się dobrze. Jednak możliwe jest, że poza przyjacielskimi gestami, inwestorzy liczyli na więcej w wymiarze finansowym i administracyjnym.

REGULACJE ŚRODOWISKOWE UNII EUROPEJSKIEJ

Można usłyszeć też, że na drodze do rozwoju polskich łupków stanęły aktualne i planowane przepisy środowiskowe. To zarzut kierowany przede wszystkim wobec części polityków europejskich, którzy w przeciwieństwie do – należy podkreślić – zjednoczonych ponad podziałami polskich europosłów, w imię ochrony środowiska postulowali unijny zakaz prac lub wprowadzenie przepisów, zwiększających kontrolę nad procesem poszukiwania i wydobywania gazu łupkowego.

W działaniach części zagranicznych europarlamentarzystów polscy politycy i komentatorzy zgodnie dostrzegają ataki na gaz z łupków inspirowane przez francuskie lobby atomowe, niemieckie lobby odnawialnych źródeł energii (OZE) oraz rosyjski Gazprom.[6][7]

Na szczęście chęć szybkiego rozwoju branży łupkowej nie doprowadziła do drastycznego ograniczenia regulacji środowiskowych. Byłoby to pewnie bardziej prawdopodobne, gdyby Polska nie podlegała presji ze strony krajów „starej UE”.

BRAK GAZU

A może nie odkryto w Polsce obiecujących złóż? Choć część zagranicznych firm narzekała na niesatysfakcjonujące wyniki poszukiwań, to wiadomo, że gaz jest. Znajduje się jednak głębiej niż w USA, a formacje łupkowe w Polsce są inaczej zbudowane i wymagają dostosowania techniki wydobycia, co podnosi koszty działalności. Zdaniem badaczy z Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG) przepływ surowca, jaki jest obecnie możliwy do uzyskania z polskich odwiertów, choć opłacalny dla firm lokalnych, dla dużych zagranicznych inwestorów nie jest atrakcyjny.[8]

O podawanych przez EIA ilościach gazu zdecydowanie należy zapomnieć. W 2012 roku zostały one zrewidowane przez PIG, choć i ta analiza została uznana za nierzetelną. W końcu kolejne badanie, również nie w pełni miarodajne, określiło wielkość złóż łupkowych w Polsce na 346–768 mld metrów sześciennych, czyli 7 do 15 razy mniej niż oszacowali Amerykanie.

NIE OPŁACA SIĘ

Pozostaje jeszcze najprostsze wyjaśnienie, które w pewnym stopniu czerpie trochę z każdej z poprzednich interpretacji zachowania firm wydobywczych – gaz łupkowy w Polsce jest dla nich w tym momencie nieopłacalny. Koncerny poszukują zysków, najlepiej jeśli są one pewne i szybkie, zaś w przypadku Polski inwestycje nie gwarantowały ani szybkich, ani pewnych zysków, i nie były wystarczająco atrakcyjne. Szczególnie wobec niskich światowych cen surowców.

Najwidoczniej kalkulacja uwzględniająca koszty prac oraz potencjalne dochody z wydobycia nie zadowoliła zarządzających. Nie wystarczy bowiem, by sama inwestycja w dłuższej perspektywie miała szanse powodzenia – spadek cen ropy i gazu odbił się na kondycji finansowej firm wydobywczych, zmuszając je do rezygnacji z części projektów i planów inwestycyjnych.

Rozpoczęła się globalna walka o inwestorów, którzy pójdą tam, gdzie zaoferowane warunki działania branży łupkowej zapewnią najwyższy zwrot z kapitału. Istnienia konkurencji świadomy jest m.in. były Główny Geolog Kraju, Sławomir Brodziński: „Tak działają duże koncerny. Jeśli nie są w stanie osiągnąć szybkich zysków w krajach o uregulowanych rynkach, z dojrzałą ekologią, to trafiają do krajów rozwijających się, bo tam jest po prostu łatwiej, abstrahując od geologii.”[9]

Zagrożenie ściganiem się w dół (race to the bottom), zarówno po skali regulacji zapewniających bezpieczeństwo środowiska i mieszkańców, jak również po skali podatkowej, wynika z tego, że złoża gazu łupkowego występują w wielu innych krajach, które również zainteresowane są rozwojem tej branży. W grę wchodzą m.in. Chiny, Argentyna, RPA i Wietnam.

Jak to robią w USA? Krótko o ekonomice łupków, geologii i geopolityce

Shale gas wellRozwój technologii wydobycia gazu łupkowego jest wynikiem samozaparcia i uporu ludzi, którzy uwierzyli, że możliwa jest eksploatacja gazu z tych wcześniej nie wykorzystywanych do tego celu źródeł. Ich sukces przedstawiany jest dziś jako przykład amerykańskiego ducha przedsiębiorczości, skłonności do podejmowania ryzyka czy „pogoni za pieniędzmi, bogactwem i sławą”.[10]

Rzeczywiście, za rewolucję łupkową w USA wcale nie odpowiadają największe firmy wydobywcze. Powstanie nowej branży było raczej dziełem mniejszych (jak na realia tego kraju) firm, które w pewnym momencie postawiły wszystko na jedną kartę, zadłużając się po uszy, by tylko przeprowadzić odwiert.

Istotny udział w ich sukcesie wydobywczym miał gospodarujący dużymi ilościami taniego pieniądza, przerośnięty sektor finansowy, który chętnie dostarczał kapitału poszukującym gazu. Dziś jednak okazuje się, że branża łupkowa jest ogromną bańką. Warunki dyktuje geologia i specyfika wydobywania gazu ze skał łupkowych, która sprawia, że początkowe wysokie wydobycie z odwiertu spada po trzech latach nawet o 70-90%. Analitycy oceniają, że niezwykle trudno będzie utrzymać dotychczasowy poziom produkcji, a wyliczenia wskazują, że potrzebne do tego będzie 6 tysięcy nowych odwiertów każdego roku, za cenę około 35 mld dolarów. Wszystko to dlatego, że najlepsze, najbardziej produktywne stanowiska na złożach (tzw. sweet spots) są już eksploatowane, a kolejne odwierty przynoszą zwykle mniejsze wydobycie niż poprzednie.[11]

Oprócz fizycznych ograniczeń branża łupkowa napotyka też na potężną presję wywieraną przez ceny surowców. Nawet pomimo spadających kosztów wykonywania odwiertów szacuje się, że wydobycie amerykańskiej ropy z łupków jest opłacalne jedynie, gdy cena na rynku wynosi powyżej 40 dolarów. Na początku 2016 roku cena ta spadła poniżej 35 dolarów, a bardzo możliwe, że ten trend w najbliższym czasie nie ulegnie odwróceniu.[12][13]

Pierwsze pęknięcia są już widoczne. Zaczyna się mówić o firmach-widmach, które nie zmniejszając produkcji nie nadążają ze spłatą zadłużenia, a Schlumberger, największy obok Halliburton dostawca urządzeń i rozwiązań wydobywczych, po tym jak od 2014 roku zmniejszył zatrudnienie o 34 tys. pracowników, w 2016 planuje zwolnić kolejne 10 tys. osób.[14][15]

Przyjmując założenie, że wycena surowców na rynkach jest wynikiem czystej gry podaży z popytem, można by uznać, że to nagłe załamanie jest jedynie konsekwencją gorączki łupkowej, jaka opanowała firmy i inwestorów w USA oraz pechowo kształtujących się cen na rynkach światowych. Rzeczywistość wydaje się być jednak bardziej złożona, bowiem dużo wskazuje na to, że łupki stały się ofiarą własnego sukcesu, a sytuacja na rynku surowców energetycznych jest elementem wojny cenowej wymierzonej przeciwko tej branży.[16]

To ustalenia Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) dotyczące wielkości wydobycia ropy mają wpływ na ceny na rynku, których obecny poziom wynika właśnie z decyzji o utrzymaniu produkcji na wysokim poziomie, pomimo ewidentnego spadku popytu na surowiec. Dla wielu analityków interpretacja takiego zachowania OPEC jest jednoznaczna: to próba powstrzymania gazu i ropy z łupków, jako alternatywy zagrażającej politycznej i ekonomicznej pozycji tradycyjnych wydobywców.[17]

Dalszy rozwój łupków, jako nowego, rozproszonego po całym świecie źródła energii, pociąga za sobą ogromne zmiany geopolityczne, które na pewno nie odpowiadają zwolennikom zachowania status quo, w tym członkom OPEC.[18]

Nie wiadomo, jak długo mogą utrzymać się te trudne dla amerykańskich firm wydobywczych warunki. Mimo to słychać już optymistyczne głosy, że taki stan nie może przecież trwać wiecznie, a krótki okres bankructw i spowolnienia sprawi, że w dłuższej perspektywie branża łupkowa oczyści się z nierentownych firm i z kryzysu wyjdzie wręcz wzmocniona.[19]

W świecie, który do funkcjonowania potrzebuje coraz większej ilości energii, gaz łupkowy okazał się źródłem o ogromnym potencjale ekonomicznym i politycznym. To dlatego wszelkie przejawy oporu wywołanego troską o środowisko naturalne, zdrowie ludzi i ich godność, spotykały się z energicznymi działaniami firm i politycznie umotywowanych decydentów. Co innego, jak nie odwaga zaprotestowania wbrew rozpisanym w globalnej skali planom koncernów i polityków, spowodowało, że o sytuacji w Żurawlowie donosiły największe agencje prasowe?[20]

Na zakończenie tej krótkiej analizy powstaje jednak raczej ponury wniosek, że specyfika branży i jej zależność od poziomu cen ropy nie wykluczają wznowienia w perspektywie kilku lat projektu łupkowego w Polsce. Tym bardziej warto poznać historię opowiedzianą przez mieszkańców Żurawlowa i Rogowa.

Autor: Jan Chudzyński

Przypisy:

[1] www.polskieradio.pl/42/273/Artykul/347792,Polska-stanie-sie-gazowa-potega

[2] www.rmf24.pl/fakty/polska/news-tusk-w-2014-r-mozliwe-komercyjne-wydobycie-gazu-lupkowego,nId,360169

[3] Instytut Kościuszki (2012), Wpływ wydobycia gazu łupkowego na rozwój społeczno-ekonomiczny regionów – amerykańskie success story i potencjalne szanse dla Polski, Warszawa, s.21-42

[4] Najwyższa Izba Kontroli (2013), Poszukiwanie, wydobywanie i zagospodarowanie gazu ze złóż łupkowych

[5] Instytut Kościuszki (2013), Jak powstrzymać ewakuację zagranicznych inwestorów z polskiego sektora gazu łupkowego?

[6] Makuch G. (2014), Gaz łupkowy. Wielka gra o bezpieczeństwo energetyczne, Kraków 2014, s.11-28

[7] biznesalert.pl/kowal-kompromisy-w-sprawie-gazu-lupkowego-sa-na-reke-jego-przeciwnikom

[8] www.lupkipolskie.pl/aktualnosci/newsy-z-polski/grudzien-2015/pig-potwierdza-szacunki-zloz-lupkowych-w-polsce

[9] www.polskieradio.pl/42/3167/Artykul/1494215,Glowny-Geolog-Kraju-poszukiwania-lupkowe-nie-sa-fiaskiem

[10] Zuckerman G. (2014), Frakersi. O gazie i ropie łupkowej, Kurhaus Publishing Kurhaus Media, Warszawa 2014, s.13

[11] Post Carbon Institute (2014), Drilling Deeper: A reality check on U.S. government forecasts for a lasting tight oil & shale gas boom, Santa Rosa, California 2014, s.7

[12] www.bbc.com/news/business-35245133

[13] www.money.pl/gielda/surowce/dane,ropa.html

[14] www.money.pl/gielda/surowce/wiadomosci/artykul/lupki-moga-wywolac-nowy-kryzys-dlugi-w-tej,194,0,1989570.html

[15] www.bloomberg.com/news/articles/2016-01-21/schlumberger-beats-estimates-as-oil-rout-forces-deeper-cuts

[16] forsal.pl/artykuly/924441,rynek-ropy-wojna-cenowa-ropa-opec-usa.html

[17] www.telegraph.co.uk/finance/newsbysector/energy/11372058/Saudi-Arabia-increases-oil-output-to-crush-US-shale-frackers.html

[18] www.reuters.com/article/gulf-economy-shale-idUSL6N0BMCAL20130306

[19] www.cnbc.com/2016/02/23/naimi-no-comfort-for-shale-oil-producers-but-pioneer-papa-says-sector-will-benefit-in-long-term.html

[20] www.reuters.com/article/us-poland-chevron-shalegas-idUSBRE9A70TD20131108

Fot. 1) EcoFlight
Fot. 2) Max Phillips (Jeremy Buckingham MLC) / Flickr

Tytuł artykułu pochodzi od redakcji.