Czy tkwimy w rozwojowej bańce? Świętowanie wzrostu gospodarczego nie zwalnia nas od myślenia o granicach wzrostu…Overshoot („przeholowanie”) to ekologiczny odpowiednik życia ponad stan. Przeholowanie dotyczyć może wielu aspektów: rezerw ropy naftowej, populacji ryb morskich, drewna tropikalnego, czy zawartości gazów cieplarnianych w atmosferze.
Tak, jak zawiany weselnik obudzi się rano z kacem, bo przeholował, tak nadużycia środowiskowe odbijają się nam czkawką w postaci wysokich kosztów uzdatniania wód, rekultywacji zniszczonych gleb, czy też zmian klimatu.

No tak, klimatolodzy biją na alarm. Gołym okiem widać topnienie lądolodów, czy wzrost poziomów mórz. A mimo to pozostajemy spokojni. Wyruszamy na majowego grilla, konsekwentnie ignorując wszelkie nieprzyjemne informacje – czy to o pożarze domu dziecka w Ożarowie, wycieku ropy czy oderwaniu szelfu na Antarktydzie. Ludzka rzecz.

Warto jednak zastanowić się przez chwilę dokąd nas to prowadzi. Pomocna będzie analogia do baniek spekulacyjnych.

cebulki tulipana w XVII-wiecznej Holandii, domeny internetowe, czy nieruchomości). Wzrost cen podsycany jest nadzieją. Nadzieją inwestorów, że skoro teraz ceny rosną, to będą rosły nadal. Entuzjazm nie gaśnie nawet wtedy, kiedy ceny wkraczają na niebezpieczne terytorium i pojawiają się pierwsze ostrzeżenia. Kiedy wreszcie inwestorzy orientują się, że wartość danego dobra jest wyraźnie przeszacowana, następuje gwałtowne załamanie. Bańka pęka.

Przyjrzyjmy się historii jednej z boleśniejszych amerykańskich baniek spekulacyjnych, związanej z domenami internetowymi. Wartość przedsiębiorstw internetowych rosła nieprzerwanie od 1995 do marca 2000. Kiedy inwestorzy zorientowali się, że wartość spółek jest przeszacowana, doszło do załamania. Ceny akcji spadały gwałtownie przez kolejne trzy lata, do marca 2003. Potem rosły już łagodnie, bez znamion bańki spekulacyjnej.


Na pierwszym zdjęciu: granice miejscowości Ziemia w Teksasie. Fot: flickr.