W Warszawie spędziliśmy część czwartku, piątek – dzień naszych wydarzeń warszawskich oraz sobotę.

Cumowaliśmy w przystani Portu Czerniakowskiego, gdzie spotkaliśmy się ze wspaniałym powitaniem oraz wsparciem Fundacji Ja Wisła. Jesteśmy niezwykle wdzięczni Przemkowi Paskowi – prezesowi Fundacji oraz wszystkim kolegom i koleżankom z Warszawy za niezwykle przyjazne przyjęcie. Do takich miejsc jak Port Czerniakowski chciałoby się zawijać codziennie. Każdemu flisakowi wiślanemu polecamy zatrzymanie się przy barce “Herbatnik”. Fundacja Ja Wisła to armia bardzo pracowitych wolontariuszy, którzy zrobili z przystani czyste, świetnie zagospodarowane i tętniące kulturą miejsce. Dziękujemy w imieniu wiślanych żeglarzy oraz warszawiaków!!! Życzymy równie dynamicznego rozwoju i konsekwentnej realizacji w przyszłości, tak, jak to się dzieje obecnie.

Szkoda, że warszawskie urzędy i policja traktują Fundację jak organizację przestępczą. Ostatnio, krypa Basonia, która w tym sezonie rozpoczęła regularne rejsy wiślane (darmowe!) została zatrzymana w spektakularnej akcji policji i innych jednostek mundurowych. Jeśli rzeczywiście zarzuty postawione Fundacji są oparte na obowiązującym w Polsce prawie, to sternicy Ja Wisła zasługują co najwyżej na mandat.

Nasze wydarzenia w Warszawie

W Warszawie spotkaliśmy dziennikarzy z większości liczących się mediów. Udało się wreszcie przemycić więcej ważnych informacji, nie tylko szczegóły dotyczące samego spływu Wisłą, bo przecież jest to tylko pretekst do promowania świadomości o zmianach klimatu.

Warszawa – Toruń

Wyruszyliśmy w dalszą podróż do Torunia. Dzień ten zapadnie w naszej pamięci na długo. Dzień pełen przygód i wypadków. Po bardzo wczesnym i zdyscyplinowanym starcie przed 6 rano, dotarliśmy w okolice Modlina. Wiatr, który już wcześniej wiał nam prosto w twarz wzmógł się bardzo i zmusił nas do przycumowania wcześniej niż planowaliśmy, na pięknej wyspie wiślanej, których na tym odcinku jest bardzo dużo. Sztormowa pogoda sprawiła, że nasza solidna jednostka bujała się jak łupinka orzecha na morzu. Rzeczy zaczęły spadać z półek, przez nieuwagę wpłynęliśmy na dużą, czerwoną, stalową boję – nic na szczęście się nie stało. Woda wlewała się na pokład mimo dużej odległości od powierzchni wody.

Poniżej kilka zdjęć na gorąco: