Rok 1998 był rzeczywiście wyjątkowo gorący. Sęk w tym, że ocieplenie zostało wówczas wzmocnione przez rekordowo silną ciepłą fazę El Niño.W swoim czasie 1998 uznany został za rekordowo ciepły rok, zarówno przez CRU , jak i NASA GISS. Co więcej, poprzedni rekord (nota bene ustanowiony przez poprzednika roku 1998, czyli rok 1997), został pobity o ogromne, jak na skalę klimatyczną 0,2 ˚C.

Wg. NASA 1998 był znacznie cieplejszy, niż wskazywałby trend, z uwagi na oddziaływanie El Niño, i to najsilniejszego w całym ubiegłym stuleciu. Przypomnijmy, El Niño to ciepła faza w okresowej zmianie temperatury wód Pacyfiku, o silnym wpływie na klimat.

Wydłubywanie wisienek z tortu

Przywoływanie roku 1998 w celu udowodnienia, że globalne ocieplenie nie ma miejsca, to klasyczne „cherry picking” (dosł. zbieranie wiśni) – powoływanie się na wybrane, dogodne dane, a ignorowanie danych niewygodnych, zaprzeczających danej teorii. Nazwijmy to wybieraniem wisienek z naukowego tortu.

Jak bronią tortu naukowcy?

By anomalie, takie jak temperatury roku 1998, nie przesłaniały rzeczywistych wieloletnich trendów, stosuje się „wygładzanie” modeli klimatycznych. Na poniższym grafie CRU efekty tego „wygładzania” zaznaczone są czarną linią.

Jak korzystać z wykresów temperatur?

No dobrze, w jaki sposób dobierać dane, by uzyskać wiarygodny obraz klimatu i nie zostać posądzonym o błąd w sztuce? I jakie wnioski możemy wyciągać na podstawie naszych właściwie dobranych danych?

1. Można skupić się na danych z ostatnich 30-u lat, odkąd dostępne są zarówno dane naziemne, jak i dane z troposfery, dostarczone przez satelity. W tym okresie ziemia ocieplała się o jakieś 0,2 ˚C na dekadę.

Twierdzenie o końcu globalnego ocieplenia w roku 1998 znalazłoby poparcie w nauce tylko gdyby było poprzedzone kilkoma dekadami trendu odwrotnego, czyli postępującego ochładzania.

2. Można rozpocząć od roku 1970 w analizie NASA GISS, który stanowi początek gwałtownego ocieplenia ostatnich dekad XX wieku: temperatura przy powierzchni ziemi od tego czasu wzrosła drastycznie, bo o 0,6 ˚C.

3. Można rozpocząć od roku 1965, który wyznacza początek gwałtownego ocieplenia ostatnich dekad w analizie CRU (wspomnieliśmy powyżej skąd się biorą różnice w pomiarach między CRU i NASA GISS). Analiza CRU wskazuje ok. pół stopnia ocieplenia.

4. Można rozpocząć od roku 1880 w analizie NASA – od tamtej pory temperatura wzrosła o 0,8 ˚C.

5. Można rozpocząć od roku 1885 w analizie CRU – tu również wskazano wzrost temperatury o 0,8 ˚C.

Powtórzmy – nie można mówić o końcu globalnego ocieplenia, o ile nie potwierdzą tego dane obserwacyjne na przestrzeni dekad.

6. Można cofnąć się o 500 lat korzystając z analizy temperatur w odwiertach głębinowych. Wskazują one na gwałtowne ocieplenie i potwierdzają, że wiek XX jest najcieplejszy stuleciem w badanym okresie. Niestety tą metodą nie obalimy tezy, że globalne ocieplenie skończyło się w 1998, jako, że dzisiejsze temperatury zostaną „zapisane” pod ziemią dopiero za dobrych kilka dziesięcioleci.

7. Można cofnąć się o całe 1000 lat, o tyle bowiem może cofnąć nas dendrochronologia, czyli analiza słojów drzew. Wówczas dochodzimy do następującej konkluzji:

Tak różne metody rekonstrukcji temperatur, a wskazują te same trendy zmian temperatury na przestrzeni ostatnich stuleci. Uderzające, że każda z analiz potwierdza, że wiek XX był najcieplejszy, a ocieplenie gwałtownie przyspieszyło w latach 20-ch.

8. Można wreszcie spojrzeć z lotu ptaka na okres od końca ostatniej epoki lodowcowej (jakieś 10 000 lat temu). Dochodzimy wówczas do wniosku, że nadmiar gazów cieplarnianych w atmosferze odwrócił długotrwały, stabilny trend powolnego ochładzania i że doświadczamy temperatur nie notowanych w historii ludzkości, w całym holocenie. Miną setki lat, zanim ludzkość będzie w stanie umiejscowić dzisiejszy klimat w tak szerokiej, wiele mówiącej skali. Niestety, nie mamy tyle czasu!

„Koniec globalnego ocieplenia” znajduje swoje wątłe poparcie w pojedynczych, wyrwanych z kontekstu latach. Klimatyczni sceptycy chcą w wąskich, kilkuletnich oknach czasowych oglądać dziesięciolecia zmian klimatycznych. I to jest klasyczne „cherry picking” – wybieranie wisienek z naukowego tortu.

Fot: flickr