Pomiary satelitarne mają kilka zalet: pokrywają każdy zakątek globu i różne warstwy atmosfery. Jest to jednak bardzo skomplikowany proces, podatny na błędy. Pomiary satelitarne opierają się na danych pośrednich – satelity ustalają temperaturę na podstawie promieniowania mikrofalowego emitowanego przez tlen w atmosferze. Jakości pomiarów nie służą niestety ani zmiany orbity satelitów, ani konieczność harmonizowania wyników pomiarów wykonanych przez różne urządzenia, ani to, że satelita czasem słabo “widzi” przez atmosferę pełną chmur, mgieł, pyłu i dymu.

Ciekawe, że ci, którzy podważają jakość pomiarów w stacjach meteorologicznych, tak często powołują się na pomiary satelitarne, jeszcze bardziej skomplikowane!

A jednak cieplej!

Tak, czy owak, minęło już wiele lat, odkąd analizy satelitarne faktycznie wskazywały na ochłodzenie. Później zaczęły pojawiać się wyniki satelitarne wskazujące niewielkie ocieplenie w troposferze, co nadal jednak stało w jawnej sprzeczności z wynikami modeli klimatycznych, które przewidywały wyraźne ocieplenie troposfery, spowodowane przez wzmocniony efekt cieplarniany. Gdzieś musiał tkwić błąd – albo w pomiarach satelitarnych, albo w modelach klimatu. Sceptycy klimatyczni gromkim głosem obwieścili, że naturalnie mylą się modele.

AMSU) wskazują ocieplenie zbliżone do przewidzianego w modelach klimatu. Analitykom o mocnych głowach polecamy artykuł na portalu RealClimate, zawierający opis debaty, danych technicznych i korekt dokonanych w badaniach satelitarnych.

Zombie w szafie

Okazało się, że debata wokół pomiarów pozwoliła potwierdzić wiarygodność modeli klimatycznych i stała się gwoździem do trumny twierdzeń, że nie ma zmian klimatu.

Niestety owe twierdzenia wyskakują raz po raz, jak trup z szafy. Strzeżmy się zombie!

Pierwsze zdjęcie: GOES-8, amerykański satelita meteorologiczny (wikipedia)