Tak jak Rembrandt malował holenderskich mieszczan, tak my postaramy się namalować plastyczny, cieszący oko obraz przeciwników ochrony klimatu. Przyjrzyjmy się, kto tak emocjonalnie zaprzecza niemalże niezaprzeczalnemu, czyli antropogenicznym zmianom klimatu. Niniejsza charakterystyka nie ma ambicji wyczerpać wszystkich sceptycznych motywacji (wiele jest jeszcze autorce nieznanych), ale być kolejnym głosem w debacie o zmianach klimatu.

Niezależnie od motywacji, sceptyków możemy podzielić na zaangażowanych (aktywnych w mediach, na forach dyskusyjnych) oraz na pasywnych, stawiających niemy opór.

Umieśćmy więc kilka typów klimatycznych sceptyków na naszym zbiorowym portrecie:

• Ludzie dojrzali, o dawno ukształtowanych światopoglądach. Zmiany klimatu są wyzwaniem stosunkowo nowym, bez precedensu i wymagającym głębszych filozoficznych przewartościowań. Dojrzałemu, bezpiecznemu w swoim światopoglądzie sceptykowi łatwiej okopać się na swojej pozycji, niż poświęcić szmat czasu na zgłębienie tej niezwykle skomplikowanej układanki i, zupełnie niechcący, naruszyć filary swojego rozumienia rozwoju i dobrobytu. Nigdy wcześniej globalna wioska nie była tak bardzo globalna. Nigdy wcześniej nie kazano nam sięgać wzrokiem tak daleko i uwzględniać w naszych decyzjach nie tylko interes nasz i naszego plemienia, ale również interes plemion z antypodów. Nie dla nich. Dla nas samych.

• Ludzie (zarówno młodzi, jak i dojrzali) czerpiący satysfakcję życiową przede wszystkim z gromadzenia, bogacenia, konsumowania. Gibka modelka w bikini, prężąca się na dziobie naszej własnej łodzi motorowej, to niewątpliwie atrakcyjniejszy i bardziej namacalny wyznacznik „szczęścia”, niż moralna satysfakcja, którą może przynieść drobne, prywatne wyrzeczenie na rzecz ograniczenia emisji. Próba dźwignięcia na własnych, wątłych barkach faktu, że nasz tryb życia szkodzi rolnikom w Bangladeszu, przyniesie satysfakcję głównie tym, którzy zdrowy kręgosłup moralny postrzegają jako niezbędną składową życia dobrej jakości. Socjologowie i filozofowie idei twierdzą, że jest ich (nas?) coraz mniej…

• Ludzie dojrzali, dla których perspektywa roku 2030, kiedy być może odbierzemy dywidendę od dzisiejszej polityki klimatycznej, to perspektywa wiecznego wywczasu. Jeżeli nie mają potomstwa (albo o nie nie dbają) chcą smakować życie TERAZ, jak najszybciej, najmocniej i najbardziej bogato – w dużym samochodzie, na wakacjach na Dominikanie, bez ograniczeń.

• Ci, niezależnie od wieku, którzy wybierają spokój: bez refleksji, z marzeniami kupionymi w telewizyjnym „Mango”, w ciągłym tańcu z gwiazdami. Być może nie staje im wyobraźni, by zastosować abstrakcyjną zasadę przezorności, nakazującą konsumować życie w granicach nakreślonych przez zdrowy rozsądek, odpowiedzialność wobec krajów trzeciego świata i wobec naszych własnych potomków.

• My wszyscy, którzy kształtujemy się w rzeczywistości bez wartości, bez jasnych moralnych drogowskazów. Zbudowanie zdrowego kręgosłupa moralnego w takiej rzeczywistości wymaga nie lada siły charakteru. A bez tego kręgosłupa trudno o dyscyplinę konsumpcyjną, której wymaga polityka klimatyczna. I tylko zdrowy kręgosłup moralny sprawi, że ta dyscyplina nie będzie boleć. Bo nie musi. Nikt nie udowodnił, że więcej (drożej, dalej, mocniej) znaczy lepiej.

Drodzy sceptycy! Jeżeli nie odnajdujecie się na tym portrecie, służę sztalugą (czyli przestrzenią do dyskusji).

Na zdjęciu: Rembrandt: Cech sukienników (1662)