Pierwszy dzień. Trasa na Bielinek.
Planowane 73km. Zrobiliśmy ponad 80km. Jeden z najtrudniejszych dni rajdu. Bus zapakowany do pełna. Spotkanie w Szczecinie o 11.00. Wyjazd z miasta trochę nam zajął. Droga częściowo prowadziła przez Niemcy, aż do Krajnika Dolnego. Jechaliśmy wzdłuż Odry bardzo przyjemnym szlakiem rowerowym. Niestety po postoju na drugie śniadanie wiatr zmienił kierunek. Cały czas w twarz. Spotkanie po polskiej stronie z naszym kierowcą, Joanną, pseudonim Aleksis, opóźnione. Konstrukcja rowerowa jak na razie sprawuje się dobrze, choć wymęczyła już sporą część rajdowiczów. Gdyby ktoś twierdził, że w zachodniopomorskim jest płasko, to nie wierzcie. Jak dotąd pierwszy dzień wygrywa ilością wzniesień. Dojechaliśmy na miejsce koło 20.00. Ból w udach nie do wytrzymania. Na szczęście męska część naszego rajdu inwestowała w łydki już od dłuższego czasu. Gdyby nie to konstrukcja jechałaby jeszcze dłużej. Wymęczyliśmy się okropnie.

rajd

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień drugi. Trasa na Witnicę.
Planowane 74km. Mniej więcej tyle wyszło. Pobudka była bolesna. Wczorajsza trasa okazała się szokiem dla mięśni. Postój w Moryniu miał trwać pół godziny. Trwał prawie półtorej. Ładne jezioro i bardzo dobry arbuz. Była nawet kawa. Widać jakie z nas mieszczuchy. Droga nadal obfituje w górki. Zjeżdża się naprawdę szybko i widoki są warte wysiłku. Konstrukcja robi coraz większe wrażenie. Oklaski, okrzyki i zdjęcia z nami są na porządku dziennym. Do Witnicy przyjechaliśmy po 19.00. Aśka zdążyła zacząć zupę i rozłożyć kilka namiotów. Na polu namiotowym nikogo prócz nas. Zaczynamy się poznawać, co utrudnia ranne wstawanie. Zupa… taka sobie, ale po tylu kilometrach zje się prawie wszystko. Nawet wczorajszą kaszę z pieczarkami i serem na zimno – to akurat było dobre. Wieczorem umawiamy się na zespoły do robienia śniadań i obiadów. Dieta wegetariańska na taką podróż jest jak najbardziej trafiona – bezproblemowa i zróżnicowana.

Dzień trzeci. Trasa na Przełazy.
Planowane 76km. Zrobiliśmy znowu ponad 80km. Tym razem z konieczności zmiany trasy. Okazało się, że część drogi jest na terenie poligonu wojskowego. Musieliśmy wjechać na drogę ekspresową, ale tylko na kilometr. Nie zrażamy się. 80km nie brzmi już tak strasznie, ani jak wielki wyczyn. Górek wciąż dużo. W Przełazach nocujemy na polu nad samym jeziorem. Znajdziecie je na naszych zdjęciach. Wieczór pod wiatą. Okazało się, że robimy za duże porcje obiadowe. Wczorajsza zupa dziś ewoluowała w wegetariański gulasz, pyszny zresztą.

Dzień czwarty. Trasa na Lubogoszcz.
Planowane 70km. Plus minus parę dodatkowych kilometrów. Zaczynają się płaskie tereny. Zdążyliśmy już docenić zbawienne działanie spodenek kolarskich, tzw. pieluch. Jedziemy coraz szybciej. Po drodze postój na mleko prosto od krowy. 1,60zl za litr. Słońce już nas nie grzeje. Do miejsca noclegu udało się dojechać na styk przed deszczem. Rozbijamy namioty na polbruku pod dachem ośrodka. Leje bardzo mocno.

Dzień piąty. Trasa na Ścinawę.
Planowane 78km. Powiedzmy, że tyle wyszło. Od wczoraj nie przestaje lać. Składamy namioty, pakujemy wszystko do busa i decydujemy, że dziś robimy wyścigi autostopem dwójkami. Niektórym udaje się dojechać przed busem. Cała grupa pokonuje trasę w 5 godzin. Tylko jeden z nas jedzie rowerem. Wszyscy są przemoczeni. Niektórzy kupują dodatkowe buty. Rozbijamy namioty pod wiatą na polu namiotowym. Noc bardzo zimna. Pogoda nie wybiera.

Dzień szósty. Trasa na Wrocław.
Planowane 70km. Na liczniku wyszło koło 80km plus jazda po mieście. Nadal leje, ale kondycja i motywacja nie może nam opaść, więc wsiadamy na rowery. Tym razem przerwa na drugie śniadanie odbywa się na którymś z wiejskich skrzyżowań na drodze. Jemy najszybciej jak się da, w deszczu. Po każdym postoju coraz trudniej wsiąść na rower. Jest 13.18 kiedy dojeżdżamy do Brzegu Dolnego. Dwie minuty do promu na drugi brzeg Odry. Zdążamy w szaleńczym tempie. Całą trasę do Wrocławia pokonaliśmy w 3 godziny 50 minut. To nasz rekord. Okazuje się, że im mocniej pada, tym więcej mamy sił i nie zatrzymujemy się prawie w ogóle. Na koniec nie czuliśmy rąk z zimna. Nie dało się palcami przerzucać przerzutek. W butach kałuże. Na postoju wyciskamy skarpety. Mokro, zimno, szybko. Wreszcie noc w ciepłym i miękkim łóżku.

Relacja fotograficzna jest dostępna na flickrze Polskiej Zielonej Sieci.